Uwaga! Książka prof. Marii Anny Jarochowskiej "Poza gniazdem. Wizerunki emigrantki polskiej w Kanadzie w XX wieku" jest już do nabycia w Bibliotece Polskiej w Montrealu oraz Głównej Księgarni Naukowej im. B. Prusa w Warszawie; można ją także zamówić ONLINE. Dostępne są również krótka ulotka informacyjna oraz spis treści.





Spis rzeczy






































Maria Anna Jarochowska


Przedmowa
Urodzona  na Śląsku w  1924. Studia  ukończyła na  Uniwersytecie A. Mickiewicza w  Poznaniu (M.A.  ekonomii politycznej  1950  i  Ph.D. filozofii ze specjalizacją w dziedzinie nauk  przyrodniczych -  geograficznych 1962); na  Uniwersytecie Jagiellońskim  (bibliotekarstwo  dyplom  1957). Pracowała w Polsce w  latach  1946 - 1950 w  różnych  placówkach (bankowość, planowanie gospodarcze) a  od  1950 - 1965 w  Bibiliotece  Wyższej  Szkoły Ekonomicznej  w Poznaniu.  Za   publikację  książki  pt. "Kanada,  Kraj i Ludzie" w 1961 r  otrzymała jednoroczny  post  doctorate  fellowship  z Canada  Council.  Po  4-letnich  i  bezpłodnych staraniach  o  otrzymanie paszportu  wyjechała "w  odwiedziny do krewnych w  Stanach  Zjednoczonych" i  do   Kanady,  aby poznać  kraj  o  którym  napisała książkę.  Po otrzymaniu,  w  czasie  podróży przez  Kanadę,  propozycji  pracy  na University of  Manitoba w  Winnipegu zaczęła tam  pracować w 1966 r.,  jako wykładowca a   następnie  asst. professor. Trudny  klimat i  samotność skłoniły  ją do  przeniesienia się w 1970 roku  do  Montrealu  na Universite du  Quebec a  Montreal,  gdzie  pozostała aż do  przejścia na emeryturę  w r.  1999. Od 1984 roku w związku  z nowym profilem  specjalizacji wiele podróżowała (6  razy  do  Indii, 3 razy do  Tajlandii,  3 razy do  Meksyku, ponadto do Birmy (Myanmar), do Indonezji,  na  Filipiny).  W latach  1991- 1996 współpracowała z  Department of Anthropology,  College  William  & Mary, Williamsburg Virginia. Napisała i opublikowała  3 książki,  oraz kilkadziesiąt  artykułów   w  czasopismach  geograficznych, 5  podręczników dla studentów  UQAM. Była dwukrotnie  guest editor  w  Studies in  Third World  Societies ("Organizacje  pozarządowe w  Indiach " oraz   "Kobiety w  Indiach").  Od 1986  studiuje problematykę  emigracji i  asymilacji w różnych  krajach.



Uwagi i sugestie dotyczące poniższej pracy prosimy przesyłać na adres: jarkosa@shaw.ca

Problemy techniczne związane z witryną proszę zgłaszać bezpośrednio do webmastera

Obejrzyj statystykę strony.






White Rock, Kolumbia Brytyjska

Wstęp

Część pierwsza: Etapy  imigracji 

Rozdział I
O emigracji  polskiej w  Kanadzie w ogóle
Tożsamość imigrancka
Źródła
Etapy masowej emigracji polskiej  w Kanadzie

Część  druga:  W pojedynkę

Rozdział  II 
Etap  pierwszy  (1900-1940) 
Być  gospodynią na własnej  farmie 
Dwa światy kobiet  w  kraju pionierów 
Imigrantki w miastach 

Rozdział  III 
Etap  drugi  (1940-1957) 
Przeżyć wojnę w  Kanadzie i wrócić do Polski 
Polki  masowej emigracji politycznej 
Imigrantów  przybywa, Kanada się zmienia 
"Białe  kołnierzyki"  dla imigrantek 

Rozdział IV
Etap  trzeci  (1957-1979)
Stara i Nowa  Polonia
Wykształcenie i sztuka  przede  wszystkim
Na  wybiegu  kanadyjskim

Rozdział V
Etap  czwarty  (1979-2000)
Wartości  stare i  nowe
Życie domowe
Co to znaczy  emigrować?
A co pozostało po Starym Kraju?

Część  trzecia: W organizacji

Rozdział VI
Kobiety  Federacji Polek w Kanadzie 
Ogniwo  nr  9  - Montreal
Ogniwo  nr 1 - Toronto i  południowe Ontario
Ogniwo  nr 8 - Ottawa
Ogniwo  nr 7 - Winnipeg 
Ogniwo  nr 3 - Edmonton
Ogniwo  nr 4 - Vancouver

Zamiast  zakończenia

Aneks  -   Lista  kobiet  zasłużonych
Bibliografia
Przypisy






PRZEDMOWA

                         
                            "Wizerunki..." są pisane z punktu widzenia imigrantki,  dwukulturowej, dobrze zasymilowanej,  która uważa Kanadę za swój dom  i  kraj, ale nadal pozostaje  związana uczuciowo  z Polską,  jej  historią i kulturą.  Ma więc  dwie ojczyzny i podobnie jak ogromna większość innych emigrantów  musiała pogodzić ze sobą sprzeczności wynikające z  tego faktu.

                             Opracowanie   ma   charakter   szkicu, opartego  na  różnych  źródłach.  Pierwszym  z  nich są wypowiedzi własne Polek i rzadziej   Polaków,    którzy w różnych  czasach  przybywali do Kanady,  aby tu stworzyć sobie i rodzinie nowe  życie.  Siłą  rzeczy  wypowiedzi te -  cytaty,  pochodzą z  biografii, life-writings  i  dlatego  są wyrwane  ze swoich kontekstów,  stąd potrzeba  im  tła odpowiadającego  najogólniejszym  warunkom czasu i miejsca  dramatów rozgrywających się  na naszych oczach. Drugim  źródłem  są  notatki i  obserwacje  zebrane przez  autorkę  podczas  jej  pobytu  w  Kanadzie.  Trzecim  jest  anonimowa   mini-ankieta  z  lat 1998/99  oraz rozmaite publikacje  polonijne  powstałe z okazji  rocznic  i ich obchodów oraz inne informatory  o  życiu  poszczególnych grup związanych organizacyjnie,   a ostatnim  publikacje  omawiające  polityke  imigracyjną  oraz  różne aspekty  imigracji  do  Kanady. 

                              W części  pierwszej, w   miarę rozwijania się  narracji,  uwaga przesuwa się  ze spraw  dotyczących  czysto  fizycznego  przeżycia w Nowym Kraju, w którym dosłownie trzeba   było  wszystko  zaczynać od  zera, ku  sprawom  związanym  ze stanami  uczuciowymi imigrantów  próbujących znaleźć  w  Kanadzie swoje miejsce do  życia,  a jednocześnie godzić ze sobą dwie różne kultury. W  części  drugiej opracowania wśród  detali  życia imigranckiego  wypływają   problemy związane z  przewartościowywaniem  przywiezionych norm oraz   uczucia i  sposoby wypełniania  obowiązków wobec  przynależności do  dwu  różnych kulturowo  narodowości. 

                               Przez  tekst  przesuwają   się postacie  Polek  własnymi słowami opowiadających   o  swoich  problemach  życia w Kanadzie. Najpierw były to  żony i  córki pierwszych   osadników  w  Preriach, albo służące na  farmach lub  po miastach.  Następnie żony  generalicji i  dyplomatów-  uciekinierki z  czasów  II wojny światowej.  Po nich   przybyły do  Kanady   żony   i  córki  zdemilitaryzowanych  na Zachodzie  żołnierzy,  żołnierki  i DiPiski  często  samotne,  które wybrały  emigrację zamiast  wrócić do Polski,   później   dołączają  emigrantki z Polski Ludowej,  a wreszcie  pod koniec  stulecia, w  czasach rozpadania się komunizmu w  Polsce oraz  niepokojów  związanych ze zmianą ustroju i z powstaniem  niepodległej  III Rzeczpospolitej,  opowiadają o swojej  emigracji   młode  kobiety,  dla których   życie w  Polsce straciło  swój  sens,  albo,  których emigracja  miała charakter polityczny.

                               Asymilacja tych wszystkich kobiet  do kultury  kanadyjskiej za każdym  razem  przebiegała inaczej, inne były  ich  priorytety  i inne reakcje na różnice pomiędzy  kulturami  polską i kanadyjską.  W  poszukiwaniu  równowagi  pomiędzy  obu kulturami  pomocna stała się praca społeczna, z jednej  strony wspierająca rodaków na obczyźnie a z drugiej  pamiętająca o społeczeństwie w  Starym  Kraju.

                               Emocjonalne  i podświadome przywiązanie  do kultury  Starego   Kraju działało  często  jako  hamulec  na drodze do  przyswajania sobie  elementów nowej kultury, jednocześnie życie wymagało  przyswojenia sobie  elementów  właśnie  tej nowej. W  rezultacie powstawała swoista  mieszanka. Pod wpływem  nacisków  dnia codziennego,  pracy zarobkowej, kontaktów z  sąsiadami, urzędami,  własnymi  dziećmi,  które  łatwiej  przyswajały sobie rzeczywistość  Nowego Kraju,  Polki  automatycznie, a czasami  świadomie  przystosowywały  się do  otaczającego je społeczeństwa.  Bywała to jednak  asymilacja "nieciągła",  pełna dziur,  przez  które  przeświecały  fragmenty  kultury  dnia codziennego wyniesione z  dzieciństwa spędzonego w Starym Kraju. Skale  wartości, normy  społeczne,  określające  stosunki  wewnątrz  rodziny, formy  przyjaźni,  stosunek do  religii i do  hierarchii  kościelnej,  zasada kategoryczności w osądzaniu  bliźnich, pojęcia  zasady  przyzwoitości,  szacunku  dla prywatnej  własności  i tym  podobne pojęcia,  nagle w  otoczeniu nowej kultury  nabierały  innej  barwy.  W nowym  świetle  jawiły  się czasami  staromodne, lecz  trudne do odrzucenia  odruchy,  święte  zasady,  albo  twarde  kategorie  osądu,  na którym  budowany  był, a może  jeszcze  jest nowy  prywatny  świat imigrancki.  Stąd  częste wśród imigrantów   dylematy  wewnętrzne,  miotania się w  nieprzystających  do siebie sieciach  kulturowych,  próby  zrozumienia własnych spontanicznych  reakcji,  zawsze  wysiłek emocjonalny, którego  nie znają  ci, co  żyją w swojej kulturze od zawsze.  A  wszystko  to najczęściej okraszone wiernym  towarzyszem  emigracji: swoistą  imigrancką  samotnością

                              Te wewnętrzne burze, to  jak określił Benedykt  Heydenkorn,  sam emigrant  z  czasów wojny,   jest  to  "uczenie   się Kanady",  uczenie, z  którego większość  wyszła zwycięsko, ale niektórzy nie mogli się pozbierać.  Stąd subiektywność  reakcji  poszczególnych imigrantek  na nowe otoczenie  jest zawsze bardzo różna.  Ich skargi  lub  opinie czasami  wydają się  błahe, a nawet  śmieszne,  kiedy indziej są  przejmujące w swej  bezsilności  albo  choć  rzadziej wręcz odrażające w swym  egoiźmie   Bo  wśród  tej masy  kobiet,  które wypełniały podania o  przyjęcie do Kanady  na stałe są  żony i  matki, których celem życia jest dom i  wychowanie dzieci,  wielkie patriotki i  społecznice,  są służące  szukające w  Kanadzie mężów,  oddane nauce profesorki   szkolne i  uniwersyteckie,  kobiety  kariery  zawodowej,  ale są  także  kobiety  niedbałe,  wyrachowane i  wykorzystujące  swoich  najbliższych, lub zgoła  wrogie  swoim współrodakom  i  współrodaczkom,  lub nawet społeczeństwu  kanadyjskiemu.  Są  kobiety  szczęśliwe  dobrze układające sobie nowe  życie i  głęboko  sfrustrowane, gorzkie,  ponieważ  wyrwane  z  dawnego  rodzinnego  środowiska. Emigracja,  jak  probież,  w każdym  oddzielnym  wypadku  zrzucała  z  nich   ochrony  konwenansów i odsłaniała prawdziwego  człowieka,  który  krył się pod  nimi.

                               Jednym  ze wspólnych źródeł dla bardzo wielu wewnętrznych  szarpań  jest  niewiedza  co to jest  emigracja i jaki  jest  Nowy  Kraj,  a nie  fantazje  o  nim. Mało  kto do  dziś zdaje sobie sprawę,  że  decyzja  emigrowania jest  początkiem  długiego łańcucha  zmian,  koniecznych, aby  życie w  Nowym  Kraju mogło się ułożyć.  Przez większą  część  XX wieku  imigrantki  jechały do Kanady wiedząc o tym kraju  i jego  społeczeństwie bardzo mało  lub zgoła  nic. Nawet  w ostatnich   dziesięcioleciach  ub.  stulecia  bardzo wiele polskich  kobiet  szło na emigrację,  nie myśląc  co je czeka, ale od czego  chcą  uciec. Wiele z  nich  nie nadawało się na emigrację i może  lepiej by  było, aby jej nie próbowały.  Inne,  były  może lepiej  poinformowane o  rzeczywistości kraju i  ludzi, do których  im było spieszno,  może   miały  mniejsze opory w  przyswajaniu  sobie nowych  obyczajów  życia i  te  przeważnie łatwiej  przechodziły pierwsze lata adaptowania się do Nowego  Kraju.  Niektóre  imigrantki  nieświadomie, a nawet  czasem wbrew sobie,  rozwinęły się i  rozkwitły na skalę o jakiej w  Starym  Kraju nie mogły nawet  marzyć.

                                  Po latach pobytu w Nowym Kraju   nachodzą   nas  czasami  pytania  o sens emigracji.  Co pozostało po  Starym Kraju?   Jakie korzenie wyrosły w  Nowym?  Co  się stało  ze moim  życiem w Nowym Kraju  i  kim  teraz  jestem?  Odpowiedzi  na nie  są  tak  zróżnicowane jak charaktery  dumających nad  nimi.

               

 

WSTĘP

 

Zapytała mnie kiedyś jedna z  Polek,   imigrantek w  Kanadzie,  co to właściwie oznacza  być  imigrantem.  Dlaczego niektórzy ludzie mieszkając  całe życie poza  swoim  krajem  macierzystym nigdy  nie są  imigrantami,  a  inni stają się nimi  natychmiast po opuszczeniu granic  kraju urodzenia.  Czy  więc jest to  stan umysłu,  postawa wewnętrzna człowieka,  czy  też warunki  od niego  niezależne, które czynią z  niego imigranta.  Dlaczego o  Polakach  mieszkających  za granicą  mówi się, że są  imigrantami, a nie mówi   się tak  o  Francuzach lub Brytyjczykach?


                        Ci  ostatni  przybywali  na  przykład   do  Indii jako  administratorzy lub  wojskowi i  będąc w tej  roli ani  przez  chwilę nie przestawali  być  Brytyjczykami,  przebywającymi poza granicami  W.  Brytanii.  Ich  pobyt w  Indiach  służył celom  Brytyjskiego  Imperium ,  byli  zwierzchnikami  ludności  miejscowej,  która  z kolei nie była uważana za im  równą.  Dlatego  np.  ogromna większość  Brytyjczyków  unikała   przyswajania sobie miejscowych  kultur  Indii,  a małżeństwa mieszane były wręcz  zakazywane lub bardzo utrudniane. Po  1947 roku, kiedy  India  uzyskała  niepodległość,  pewna część  członków administracji brytyjskiej  zdecydowala  się pozostać  w  kraju, w  którym  nieraz  przeżyła większość  życia i w  którym  członkowie jej  mieli więcej osobistych kontaktów, aniżeli  w kraju  macierzystym. Decydując się wówczas pozostać w  Indii zmienili  swój status społeczny i stali się expatriots  czyli  ludźmi, którzy  żyją w obcym kraju zachowując swój paszport i więzy kulturalne z krajem  macierzystym, ale podlegają lokalnym  prawom  na równi ze wszystkimi jego mieszkańcami.  Expatriotami  byli  także  młodsi  synowie bogatych angielskich rodzin,  którzy w końcu  XIX-go  i w   początkach  XX-go wieku  byli przez  rodziny wysyłani do kolonii,  ponieważ zgodnie z  angielską tradycją  nie mieli  praw do tytułów i spadków, a  nie byli  przygotowani  do pracy  zarobkowej  lub jej nie chcieli.  W  Kanadzie nazywano ich   remittance men[1] gdyż  otrzymywali  z W. Brytanii stałą pomoc finansową.  Nigdy nie stali się oni  kanadyjskimi  imigrantami i nigdy  nie próbowali włączyć się w lokalną ludność,  która  zresztą w najlepszym  razie ich  tylko  tolerowała.  Z  chwilą wybuchu  I-szej  wojny  światowej prawie wszyscy natychmiast wrócili do  Wielkiej  Brytanii.

Natomiast ubodzy  Europejczycy z  południa i  środkowego   wschodu  kontynentu, w tym  także  Polacy,  którzy w  początkach  XX-go  wieku byli masowo  sprowadzani do Kanady, uważali się za emigrtantów już od  chwili opuszczenia swojej  wsi  i  gotowi  byli  się szybko asymilować do społeczeństwa  i kultury   Nowego  Kraju.  Jednak  po przybyciu  do  Kanady ogromna większość z  nich była traktowana przez Kanadyjczyków jako ubodzy  i  niemile widziani  petenci, wpuszczeni do Kanady po to, aby  wykonywać najcięższe prace   nie zawadzając  przy tym Kanadyjczykom.  O stosunku ludności miejscowej do polskich  imigrantów tak pisze  H. Radecki i  Benedykt  Heydenkorn  : "Pierwsi ,  którzy  przybyli, prekursorzy masowej imigracji polskiej z lat 1896 - 1914  byli  przyjęci z ciekawością i w najlepszym razie zainteresowaniem ludźmi, którzy  byli  śmiesznie ubrani, mówili  niezrozumiałym językiem i  zachowywali  dziwaczne obyczaje. W ciągu kilku lat wzrastająca liczba  przybyszów spowodowała,  że ciekawość  zamieniła się w  niepokój,  a następnie w alarm. Nowo przybywający byli  zbyt  dziwaczni!  Analfabetyzm i  zacofanie  ich - mogą   opóźnić  postęp kanadyjskiego  społeczeństwa. Ich obyczaje i  tradycje czyniły ich nieodpowiednimi.... do przyjęcia kanadyjskiego obywatelstwa..." Dalej  ci sami  autorzy  piszą  Polacy ( i inni  Słowianie) byli uważani  za ignorantów, okrutnych, brudnych,  niecywilizowanych ludzi  często wybuchających nieusprawiedliwioną złością,  co dla agencji /w  domyśle - rządowych/ było w najwyższym stopniu denerwujące. Zwyczaje i tradycje, z których oni  byli dumni  były  uważane za obrażające,  pogardzano nimi.  Było  ogólnym  przekonaniem, że ci ludzie nadają się jedynie do prymitywnej pracy  fizycznej w rolnictwie,  przy budowie dróg, wydobyciu węgla i w podobnych pracach wykonywanych pod kontrolą i kierownictwem Kanadyjczyków. "[2]  Oni  sami natomiast  gotowi  byli  ciężko pracować  aby  ziścić sny, z  którymi  płynęli  do Kanady. Kanada  jednak nie zamierzała im  pomóc w tych marzeniach. Zostali  przecież  przyjęci jako siła robocza  potrzebna do realizacji  wielkich planów rozwoju  kraju, albo  jako  pionierzy-osadnicy  na bezludnych  kanadyjskich  preriach,  właśnie otwartych, ale to nie oznaczało, że mają mieć te same prawa  co lokalna ludność.  Wielu  bowiem  uważało,  że  Galicians   nie są  odpowiednim  materiałem  na obywateli  kanadyjskich.

 Obietnice agentów imigracyjnych  werbujących w  Europie z reguły były  przesadzone.  Na naiwnych  wieśniakach "z Galicji" lub  innych części    Polski   pod rozbiorami   zaczynano  żerować  od momentu opuszczenia rodzinnej  wsi. Roiło się od austro-węgierskich i niemieckich urzędników, którzy wymagali łapówek na wydanie zgody  na wyjazd, na podróż  koleją . Agenci  podróży, lekarze sprawdzający ich stan zdrowia, obsługa jadłodajni, w których  emigranci stołowali się podczas podróży, aż po załogi statków, którymi  odpływali  z Europy  wykorzystywali   naiwność wieśniaków pierwszy  raz  udających się  "za  morze".  Tak  samo  zresztą  postępowali  cwaniacy w miastach  Kanady  wyciągając emigrantom  ostatnie grosze z  kieszeni.[3]

Prace do których byli  zakontraktowani,   jak  cięcie drzew w lasach,  budowa dróg i   linii kolejowych,  lub wydobycie  węgla  były zazwyczaj  sezonowe,  poprzedzielane okresami  bezrobocia i nawet bezdomności  i   naogół  kończyły się  poszukiwaniem  działki osadniczej.  Te   ostatnie  dostępne europejskim emigrantom  były  zazwyczaj oddalone  od   miasteczek  z  połączeniami kolejowymi, w których nowi osadnicy musieli  się zaopatrywać w żywność i sprzęt rolniczy. Bez pieniędzy,  w buszu, musieli  zdobywać się na heroiczne wysiłki,  aby  przeżyć.  To  też czterech osadników z  każdej  dziesiątki nie  zdołało przetrwać na swych "farmach" więcej niż  trzy lata.  A jeśli zapragnęli  wrócić do Startego Kraju  to  zwykle  okazywało się, że  nie stać ich na bilet  okrętowy,  więc, aby  żyć  musieli nadal  pracować w  Kanadzie bez względu na dyskryminację i  trudności,   i ...  powoli  przyzwyczajali  się do Nowego   Kraju.  Dirk  Hoerder [4]  podaje,   że gorzkie  doświadczenia życia ogromnej  większości imigrantów z pierwszej połowy  XX-go wieku  najlepiej  wyrażają się w  przysłowiu popularnym  wśród ówczesnej rosyjskiej i  niemieckiej emigracji w  Kanadzie Zachodniej  :  death to the  first generation, need to the second,  bread to  the third  (pierwszemu  pokoleniu  śmierć,  drugiemu  nędza a  chleb dopiero  dla trzeciego)[5].  Dodatkową udręką  ogromnie  utrudniającą życie imigrantów na wsi i w miastach  Kanady    Zachodniej  były coroczne plagi  komarów.  Osadnicy  dla ochrony  przed komarami przy pracy w buszu nosili  na plecach  kubły z dymiącym  drewnem . Ponieważ większość nowoprzybyłych  żyła w najbardziej  prymitywnych warunkach,  tak na wsi, jak i  w miastach, bez  bieżącej  wody,  bez  żadnych urządzeń sanitarnych, w  byle jak zbudowanych chatach lub mieszkaniach,  więc  chmary  komarów żyjących  wokół  wiejskich  osad i miejskich  przeludnionych  mieszkań  przenosiły także  choroby .  Stąd śmiertelność,  szczególnie niemowląt i małych  dzieci, była bardzo wysoka.  Pierre  Berton  podaje jako  przykład,  że w 1913 roku, reporterka gazety w  Winnipegu,  odwiedzająca owe "slumsy" spotkala imigrantkę,  która  urodziła  dziesięcioro  dzieci, ale zdołała wychować tylko troje.[6]  Epidemie  biegunki,  tuberkuł  i  innych chorób  powtarzały się  nader często   w środowiskach  imigranckich i  ówczesna medycyna  nie umiała znaleźć na nie odpowiedzi.

Surowe przepisy  imigracyjne  rządu  federalnego wymagające dowodów na  przyzwyczajenie do  ciężkiej  pracy  fizycznej wynikały  w dużej mierze z  pierwszych doświadczeń  Kanady  z   początku  XX-go  wieku.  Dwa  z tych doświadczeń  były dla  rządu  kanadyjskiego  szczególnie  kłopotliwe. Pierwsze  związane było  z  osadzeniem  Dukoborów  w  Saskatchewanie w  okolicach  Battleford,  a  drugim  sprowadzenie kilku  tysięcy angielskich  rodzin  jako  kandydatów  na  osadników  preriowych.  W  pierwszym  przypadku  duża  grupa  Dukoborów,   zwących się  swobodnikami  w  jakiś  czas po  osadzeniu  postanowiła  poszukać Jezusa i  raju na  ziemi i w  czasie zimy 1903 roku   opuściła  swoje  wioski,  aby wędrować  po  preriach,  żywiąc się  surowymi  kartoflami i  mielonym  owsem,    dopóki  kilkaset  mil  dalej na południe Królewska Konna Policja  nie zaaresztowała  ich i nie  odstawila do ich  osiedli.  Krótko  po  tym   z  powodu  sporu  z  rządem  federalnym  większość Dukoborów  porzuciła   już  zagospodarowane przez  siebie  tereny  w  Saskatchewanie , które  otrzymała  za darmo  od rządu  kanadyjskiego  i  przeniosła się  do  wnętrza  Brytyjskiej  Kolumbii  idąc  za  swoim  duchowym  przywódcą  Viereginem.

W  drugim  przypadku   pastor -misjonarz  w  ferworze  misyjnym  sprowadził  na prerie  kilka tysięcy  Anglików z rodzinami obiecując im  nieprawdopodobnie wygodne  życie  w nowej  kolonii  Britannia  w  północnym  Saskatchewanie.  Przyszli  osadnicy,  w ogromnej większości angielska  drobna  burżuazja   i  biedota  miejska  nie mieli pojęcia o  trudnościach  życia w  prymitywie pionierów na preriach,  natomiast  przynieśli  ze sobą  swoje angielskie  snobizmy i  przesądy . W  konsekwencji  rząd  kanadyjski  poniósł  ogromne wydatki  a  zyskał  niewielu  osadników,  ponieważ  znaczna część  Anglików  powróciła  do  Anglii.  Odtąd też   przestano  wierzyć  w  osadnictwo  Anglików  na  preriach,  a  wszystkich  kandydatów na imigrantów  poddawano  nawet  ścisłej   kontroli  jak np. sławne  oględziny  rąk  -  spracowane  ręce pozwalały  przypuszczać,  że kandydat da sobie radę  w  preriach,  natomiast  delikatne  powodowały odmowę wpuszczenia  kandydata  do  Kanady

 Do lat  czterdziestych  ub  wieku  kandydat na emigranta z  poza W.  Brytanii, który miał wyższe  wykształcenie poprostu  nie był  przez  Kanadę akceptowany, ponieważ rząd kanadyjski obawiał się,  że  imigracja inteligencji innej  niż  brytyjska,  mogłaby  negatywnie  oddziałać na anglosaski charakter jej  społeczeństwa.[7]  Trzeba  było dopiero  II  wojny  światowej, aby  pod  naciskiem  konieczności dostarczania  zaopatrzenia wojskowego Wielkiej Brytanii,  rząd federalny  zgodził się na przyjecie wysokiej  klasy  specjalistów-uciekinierów  z krajów europejskich okupowanych przez  Hitlera, w tym  także  dużej grupy  inżynierów  i  techników  polskich. Zadaniem tych  wszystkich  specjalistów  było  uzupełnienie  kadr   potrzebnych  do   szybkiego   rozwoju  strategicznych  przemysłów  wojennych  oraz   do   kontynuacji  dalszego   rozwoju  gospodarczego   Kanady  po  zakończeniu  wojny.

 Ten  przełom w dotychczasowej kanadyjskiej polityce  imigracyjnej   został  wymuszony naciskami W.  Brytanii i Stanów  Zjednoczonych  oraz sytuacją  rozwijającej  się II  wojny  światowej.

  W  ciągu  dziesięcioleci   powojennych  dzięki nowej polityce imigracyjnej, Kanada  otworzyła drzwi  setkom  tysięcy zdemobilizowanych  na  Zachodzie  żołnierzy różnych krajów europejskich oraz  DP  ( Displaced Persons)  w popularnym  skrócie  DiPisom,  czyli  cywilom, którzy  nie  mogli,  lub  nie chcieli powrócić do swoich krajów. Dzięki nim Kanada     zrealizowała swój ogromny  skok   gospodarczy i kulturalny lat powojennych.

II  wojna światowa spowodowała nie tylko  szybki  wzrost zamożności społeczeństwa kanadyjskiego,  ale także, zdarzyła się w czasie kiedy jak  pisze  Robert  Collins[8],  pod wpływem  własnych  ciężkich  doświadczeń  wielkiego  kryzysu  lat 30-tych Kanadyjczycy  próbowali  znaleźć  dla siebie nową  formułę społeczeństwa.   Zaczęte wówczas przemiany w  ich  mentalności  dokończyły  świadectwa  okropności   II wojny  światowej  widziane z pozycji  żołnierzy wyzwalających  wygłodniałe miasta i  wsie północno  wschodniej  Francji,   Holandii  i   terenów   nad  reńskich.  Obrazy   z  wyzwalanych  niemieckich obozów koncentracyjnych   na długo  zapadły w  pamięć  kanadyjskich  żołnierzy. Wreszcie był  to  także    czas,  kiedy dzieci i  wnuki pierwszych imigrantów z  kontynentu  europejskiego,  już  kompletnie  zasymilowane i wykształcone w szkołach  kanadyjskich  zaczęły sięgać po studia, a następnie po możliwości włączenia  się w życie  publiczne i polityczne swego kraju. Kanadyjczykiem  polskiego pochodzenia jest  mówiący  po polsku syn  polskich  emigrantów,  dr  Stanley  Haidasz,  lekarz z Toronto i  długoletni poseł  do kanadyjskiego parlamentu. Posłami do parlamentu  byli także  Jesse  Flis i Tadeusz (Ted)  Glista,  również  potomkowie pierwszych emigrantów polskich. Wiele dzieci  i wnuków polskich emigrantów weszło  także  do administracji  Kraju i  uważając się  poprostu za Kanadyjczyków  zaczęło brać  aktywny  udział w  życiu publicznym, w tym także  określać  jaką  Kanadę widzą dla siebie i  swoich  rodzin.[9]

Tak  zwana   revolution  tranquille w  prowincji Quebec  w  latach  50-tych rozpoczęła ostatni  etap  przekształcania się  Kanady  brytyjskiej w  kraj  wielokulturowy.  Spór o supremację  francuską  w  Quebecu, który w   następnych dziesięcioleciach  rozrósł się  aż do  prób uzyskania suwerenności  Quebecu  miał  między  innymi oczywiste  konsekwencje w  polityce imigracyjnej  Kanady. Kiedy  w  latach  80-tych   Partia  Quebecka (PQ) postawiła  na język  francuski  i  korzenie ludności  de  vielle souche (francusko- języcznych  Quebecczyków od wielu pokoleń) ,  rząd  federalny i  razem z  nim anglo-języczna część ludności  postawiły na spójność  całego  terytorium kanadyjskiego.  Stało się wówczas  oczywiste,  że   les  allophones (różno języczni) w  Quebecu są   języczkiem u  wagi,  w  minimalnym  procencie  wygrywając  dla Kanady  dwa  referenda. Rząd  federalny, który  już wcześniej  zaczął zmieniać swoją  politykę imigracyjną  zdobył jeszcze  jeden dowód ,  że postawa  les  allophones  w sporze o  Quebec zadecydowała o  całości terytorium  kanadyjskiego i  dowiodła brytyjskiej  i  anglojęzycznej części   Kanadyjczyków znaczenia i ważności protegowania kultur wszystkich grup  etnicznych Kanady,  a co  za tym  idzie, potwierdziła,  że tolerancja w wielokulturowym  państwie jest spoiwem  społecznym.

Około lat  sześćdziesiątych  zaczęły się zmieniać przepisy  imigracyjne.  Imigranci z cenzusami posiadający  zaproszenia do pracy  w  kanadyjskich przedsiębiorstwach  lub  instytucjach stali się mile widziani w  urzędach  imigracyjnych i  ich wykształcenie  było uznawane za   czynnik  pozytywny.  Ich  udział procentowy  w całości liczby  imigrantów zaczął szybko  rosnąć.  Kanada jednak jako  kraj  jeszcze ciągle  nie była całkowicie  przygotowana   do  wchłonięcia  powojennej  masy imigrantów  i  zapewnienia im  natychmiastowego  zatrudnienia.  Stąd długo po  wojnie bardzo się  przydawał stary  system  obowiązkowych  kontraktów dla wszystkich, których sponsorował    rząd  kanadyjski. Tysiące zdemobilizowanych  żołnierzy  i  DiPisów  niezależnie od poziomu  wykształcenia i  zawodu  zaczynało wtedy  swoje życie w  Kanadzie  od  pracy  fizycznej na farmach lub w obozach  drwali. Dla kobiet  rezerwowano  nadal stanowiska sprzątaczek,  lub służących na farmach albo po  miastach,  to jest w  zawodach w  których  istniał  chroniczny brak siły  roboczej.  Obowiązani  byli  do niej  imigranci nawet  o  najwyższych  kwalifikacjach,  do  których  często  się  nie przyznawali  przy  składaniu  podań  o  kanadyjską  wizę.

W atmosferze coraz  bardziej opartej na współczuciu dla uciekających  spod reżymów komunistycznych i  dyktatorskich, a także w dobrze  zrozumianym  interesie własnym, rząd  kanadyjski  wprowadził wreszcie w 1971 roku  prawo o  wielo-etnicznosci  Kraju.  Zasada  ta zastąpiła dawne prawo  anglo-saskiej  dominacji. Położono  nacisk na procesy  adaptacyjne  imigrantów. Urzędy  imigracyjne zwiększyły swą  troskę o  świeżo  przybyłych,   o  ułatwienie im  pierwszych  kroków  w  nowej  ojczyźnie.  .  Rząd  rozumiał,  że  początkowa  pomoc nowo-przybyłym opłaca się szybszą i lepszą asymilacją i  większą  produkcyjnością  ich  pracy.

Wielu  imigrantów, którzy  przybyli w różnych okresach  drugiej połowy  XX-go  wieku  do  Kanady z trudem jednak  dawało sobie radę z asymilowaniem się do  Nowego Kraju. Oczywiście im   dalsza  od  kanadyjskiej  była  ich  rodzima kultura,  tym  trudniejszy  był  proces asymilacji .  Wielu  uciekinierów  albo  imigrantów  "mimo woli"  wcale  nie było mentalnie przygotowanych do  przyjęcia kultury  dnia codziennego    Kanady. Stąd  konfrontacja ze statusem imigranta była szokiem psychicznym.  Jak  pisze  Morton  Beiser,  profesor  Uniwersytetu  Brytyjskiej  Kolumbii w  Vancouverze[10]  o  imigrantach  ostatnich  dziesięcioleci  minionego stulecia:  w  Kanadzie  znalazło  się  wielu  imigrantów  szczególnie z  krajów  Azji, którzy  z  wielkim  trudem latami  przystosowywali  się do nowej kultury i nie zawsze osiągali  w tym  sukces.  Zdarzało  się to i Polakom, że   po  latach pobytu  w  Nowym  Kraju  pod  byle pretekstem  zaczynali  odstawać od  zaakceptowanej kultury i  nawracać do swojej  dawnej,  co  w  konsekwencji  prowadziło  do ich wewnętrznej  izolacji.  Zdarzały się nawet  wypadki  samobójczej  śmierci.  Inni  dziwaczeli,  szczególnie  niechetnie patrząc na swoich współrodaków,  którzy  proces asymilacji przeszli  bez większego  trudu.  Z   takimi trudnościami asymilacji  wiąże się  dość wyraźnie sprawa nieznajomości  społeczeństwa  Nowego  Kraju  wykazywana  przez kandydatów na  imigrantów.

Można  się założyć,  że  około  90 %  Polaków i Polek, którzy  wybierali  się na emigrację do Kanady  wiedziało albo  bardzo niewiele o tym  kraju  albo poprostu  nic i  w zastępstwie prawdziwej  wiedzy posługiwało  się własną, lub  cudzą  imaginacją.  Przyczyniały się także do  tego  reportaże z  podróży  Polaków  odwiedzających  Kanadę.  Taka  publikacja jak  "Kanada  pachnąca  żywicą"  Arkadego  Fiedlera, przedstawiała  Kanadę  widzianą  okiem  turysty  zachwyconego  pięknem  jej  borów i jezior,  rozległością terytorium  oraz  bohaterskimi,  jak z  kina  Hollywood  wziętymi,   traperami lub osadnikami.  To  były  barwne i  ciekawe opisy  wspaniałego  kraju, nie mające nic wspólnego z  szarą  rzeczywistością  przeciętnego   imigranta z  Polski,  zmagającego  się z obcością   kultury  dnia codziennego oraz  powszechną dyskryminacją  trwającą więcej niż  pół wieku.  Ale na  takich właśnie reportażach   przyszli  emigranci  budowali  swoją wiedzę o Kanadzie.  Książka  Melchiora Wańkowicza  "Tworzywo"  poruszała wprawdzie  trudności  życia pierwszych  osadników  polskich w  preriach, w początkowych latach ich pobytu, ale i on  nie ustrzegł  się od  hollywoodzkiego  zabarwienia  jej  polską   bohaterszczyzną

  do  lat   powojennych  Kanadyjczycy byli  społeczeństwem imigrantów nielubiących  imigrantów [11].  Przewojenni  chłopi i  robotnicy  wyjeżdżający za chlebem  wiedzę swoją o  Kanadzie albo opierali  na obietnicach werbujących  ich agentów w  kanadyjskich  biurach  w  Europie,  albo  na  informacjach pochodzących z listów krewnych  lub  przyjaciół  już  mieszkających w  Kanadzie.  Agenci   imigracyjni,  a nawet  członkowie  owczesnego   rządu  federalnego  świadomie  przesadzali   dobre strony  rozwijającego się  kraju.[12]   Agenci zresztą często  sami  wiedzieli  bardzo niewiele  o  trudnościach jakie  w Kanadzie zachodniej  mieli  napotkać ubodzy emigranci   z  Europy  centralnej, wschodniej  i  południowej.  O powszechnej  wówczas  dyskryminacji  "innych"  czyli  imigrantów nie pochodzących z wysp  brytyjskich  oczywiście  wogóle się  nie mówiło, a to  przecież była jedna z  najcięższych  przeszkód w  życiu  jeszcze  nie zadomowionych imigrantów. Z listów krewnych i  przyjaciół też  niewiele można się  było  dowiedzieć o  dyskryminowaniu i  przerażających trudnościach  życia  w pionierskich  preriach.

Powojenni  emigranci natomiast  wyrabiali  sobie fałszywe  wyobrażenie o Kanadzie na jeszcze innej  podstawie.  W  wygłodzonej  Europie czasów wojny i lat powojennych Kanada  była symbolem obfitości podstawowego  pożywienia takiego jak  masło, mleko,mięso, jaja,  a spontaniczna  życzliwość  kanadyjskich  żołnierzy wkraczających do wygłodzonej   Europy   dawała  pozór  społeczeństwa z  kraju  błogostanu.  Jak mogły pasować do niego przeżycia pierwszych  lat imigracji na pracach kontraktowych,  u  przedsiębiorców,  jakże  często bezwzględnych  i  wykorzystujących każdą odrobinę siły  emigranta?   Dyskryminacja  imigrantów  europejskich,  szczególnie  Słowian,  była  powszechna.  Obraźliwe przezwiska  "Bohunk"  i  "Pollack" były   na porządku  dziennym   Dopiero po latach gorzkich doświadczeń,  upokorzeń i  bardzo powolnej poprawy  losu powojenni  imigranci  polscy zaczynali  się  "urządzać".  Przenosili  się do miast,  kupowali  domki, aby  oszczędzić  na rosnącym  czynszu za mieszkanie lub  uniknąć  dyskryminujących gospodarzy domów  czynszowych. I  przeważnie   wówczas  okazywało się,  że  sąsiedzi,  Kanadyjczycy  patrzą  na nowo  przybyłych z  życzliwością  i nawet  akceptują ich  obcy  akcent   Wrastanie w społeczeństwo odbywało się bardzo powoli  i  w dużej  mierze   było nieświadomie.  Trzeba  było przede  wszystkim  zarobić na życie codzienne,  na naukę  dzieci,  później  myślano o  emeryturze,  więc poza  nielicznymi  wyjątkami chwytano się  prac dostępnych w danym  miejscu,  bez  oglądania się na wyniesione z Polski  wykształcenie  i  doświadczenie. Robienie  "kariery"  było  przywilejem   niedostępnym  większości  imigrantów  wojennych  i powojennych.

Tak, jak ich poprzednicy,  ludzie z  PRL-u  przybywali  w  większości nie znając ani kraju ani  stosunków międzyludzkich w nim  panujących.  Dla nich słowo  Kanada  oznaczało wszystko  co najlepsze, więc i  tego spodziewali  się po  społeczeństwie do którego  ich  urzędy  imigracyjne wpuszczały.  Mieli  jednak pewną  przewagę  nad swoimi  poprzednikami .  Kanadyjczycy  już  wtedy wiedzieli,  że potrzebują ludzi  wykształconych i, że w  wyścigu  ze Stanami  Zjednoczonymi, Australią i Południową Afryką  w  przechwytywaniu   fachowych  imigrantów,    muszą  kandydatom ofiarować lepsze warunki  startu od tych,  jakie  otrzymywali  przybysze z poprzedniej  epoki.

 Pierwsi  przybysze z  PRL-u byli naogół onieśmieleni bogactwem  Kanady rzucającym  się w  oczy i  doceniali  każdy  przywilej (np.  bezpłatne lekcje angielskiego,  bezpłatne mieszkanie, opiekę lekarską,  które im  Kanada  ofiarowała) Ale i  oni w większości  nie byli  przygotowani na trzy stałe atrybuty imigracji: wykorzenienie,  izolację kulturalną i samotność. Kanada  jednak oczekiwała od nich pracy w wyuczonych zawodach i  tylko od nich zależalo jak daleko się w nich posuną.  Dyskryminacja oficjalnie zakazana od początku od lat powojennych  przestawała być problemem bo społeczeństwo było już dobrze poinformowane o  przydatnej  roli imigrantów w rozwoju  gospodarczym  kraju. Ofiarowywane emigrantom  wówczas  przywileje były normalną  częścią składową startu  kanadyjskiego i perspektywy kariery  migotały  przed  prawie  wszystkimi. Wreszcie  zmienili  się także  imigranci,  z potulnych i  wdzięcznych "bezpaństwowców"  formalnych,  lub  rzeczywistych  stali się  pewniejszymi siebie i swoich praw kandydatami  na robienie kariery w wielkim  świecie,  ludźmi,  którzy wyjeżdżali  ze  swego   kraju, jaki  by  on  nie byl, ale  istniejącego i  oficjalnie uznawanego  przez  rządy innych państw.

Jeszcze w  końcu  XIX-go wieku ( nieliczne)  i następnie w ciągu  XX-go wieku znacznie liczniejsze powstawały w rejonach wiejskich  ugrupowiania takie jak  np. Little Italy, albo  Little  Swiss,  w  których współrodacy -  emigranci  mieszkali  stosunkowo niedaleko i utrzymywali stałe osobiste  kontakty na wzór dawnych  wspólnot społecznych (  np.  wiosek) w Starym  Kraju.  Po  drugiej  wojnie światowej zjawisko  to  było przez administrację federalną  życzliwie   oceniane  ale  polskich  imigrantów już wtedy  nie dotyczyło.

W  dziejach  emigracji polskiej do Kanady, powstanie pierwszej  wspólnoty, odbyło się jeszcze w  XIX-tym  wieku w  Ontario. Kaszubi,  którzy pracowali  przy  budowie dróg  w  Ontario   (Opeongo  Road)    mogli następnie wybrać sobie działki rolnicze w nowo otwieranych częściach  tej  Prowincji,  i  wybrali sobie okolice obecnego miasta  Barry's  Bay,  ponieważ tamtejsze  pagórkowate tereny  przypominały im  ich rodzinne strony.  Okolice te,  chociaż  malownicze nie miały  jednak  dobrej  gleby i nowi osadnicy z trudnością na nich gospodarowali. Dopiero po  II  wojnie światowej ,  polscy  imigranci z  Ottawy odkryli turystyczne wartości tych okolic, poważnie przyczyniając się do ich rozwoju gospodarczego i kulturalnego.  Zaskoczył ich  przy tym  fakt, że  ontaryjscy Kaszubi  nadal posługiwali się językiem polskim, pomimo,  że  od  przybycia pierwszych osadników minęło już okolo  100 lat. Dynamika  powojennej emigracji spowodowała,  że osadnictwo polskie w  ontaryjskich  Kaszubach stało  się wkrótce przedmiotem szeregu  publikacji w  języku polskim i  angielskim a następnie powstał Polish Heritage Institute - Kaszuby,  dwujęzyczna  instytucja propagująca turystyczne zalety okolicy, ale i  dokumentująca zabytki  kulturalne  Kaszubów zachowane do  dziś..[13]

Na  zachodzie Kanady  niektóre  wiejskie parafie polskie w  preriach organizowane  przez  pierwszych polskich  księży  Oblatów, a szczególnie  trzech braci oo. Kulawych i  o. Scella  zbliżały  się charakterem do takich właśnie etnicznych wspólnot wiejskich, ale nigdy nie były dostatecznie zwarte, aby  zasłużyć na nazwę Małej Polski.

Kanada,  która według  M. Beisera  jest obecnie w  czołówce 7  krajów uważanych za najbardziej humanitarne zainicjowała na przełomie lat 70-tych i  80-tych kilka kierunków studiów nad skomplikowaną naturą asymilacji w Nowym  Kraju. Trzy z tych  badań związane z  pracą  M. Beisera  koncentrują się na analizie odporności epidemiologicznej  imigrantów i na badaniu  zdrowia  psychicznego uczestników Refugee Re-settlement Project (projektu osiedlenia uchodźców)[14],  który jednak  odnosi się do imigrantów  azjatyckich.  Liczne są   natomiast  tematy  badań   znacznie wcześniejszych,  bo sięgających  nawet lat  przedwojennych  i  50-tych  ub. stulecia.  Dotyczą  one  wielokulturowości oraz analiz tematycznych z dziedzin  zatrudnienia emigrantów.  Niektóre z  badań  uniwersyteckich zajmowały się nawet sprawami nostalgii  za Starym  Krajem. Są  one oparte na starannie zebranej obfitej  dokumentacji.  Do  dziś dnia nia ma jednak pełnej analizy przebiegu adaptacji  do Nowego  Kraju. Ciekawostką  jest,  że większość  tych  studiów  była  prowadzona albo z  punktu  widzenia imigrantów jako  takich  bez  rozróżniania ich  płci, albo najczęściej z  punktu widzenia imigrantów  mężczyzn. Dopiero  ostatnie lata  kończącego się  XX-go  wieku  przyniosły  studia o kobietach imigrantkach .

Do  bardzo niedawna w  imigracji  liczyli  się  przede wszystkim  mężczyźni.  Oni  byli odpowiedzialni  za  otwieranie nowych  terenów, za  pionierskie  osadnictwo i  tworzenie zrębów nowego  społeczeństwa. To  oni  budowali  domy, uprawiali pola, siali i  zbierali  żniwa, to oni  byli  właścicielami  farm, sklepów,  przedsiębiorstw i oni  zbierali  słowa  uznania za  ciężko  przepracowane życie i  za zasiedlony  kraj.  Było jednak  wiadomo  od dawna,  że mężczyźni emigranci bez  kobiet są  mniej  stateczni,  łatwiej  ulegają nałogom,  są skłonni  do  włóczęgi  i tak naprawdę to dopiero obecność  kobiet cywilizuje męski  świat mocy i  przemocy i  przekształca przypadkową  zbieraninę  emigrantów w grupy  społeczne. Kobiety  emigrantki rzadko  kiedy  były  widoczne spoza szerokich męskich  pleców ,  a napewno nie było  badań  związanych z adaptacją emigrantek polskich do  Nowej  Ojczyzny.

W  naszym  szkicu będziemy często przeciwstawiali  sobie obie płci. Wynika to z faktu, że świat taki  jaki  był w  XX-tym  wieku i jaki jeszcze jest  dzisiaj,  zarówno  Polska jak i  Kanada,  to  świat w którym o  porządku społecznym i  gospodarczym decydują  mężczyźni.  Prawa imigracyjne  były więc  ustalane  przede wszystkim  pod kątem praw i obowiązków imigrantów-mężczyzn. Nawet  dziś, kiedy  Kanadyjki  uzyskały już wiele  równouprawnień,  podstawy polityki imigracyjnej i jej  analizy odnoszą się głównie do imigrantów rodzaju  męskiego.  Stąd  i my  będziemy się  często  odwoływać do  przykładów z  życia mężczyzn,  jak  i  ich  udziału w  ogólnej sytuacji  imigrantów.

Drugą  przyczyną dla której w opracowaniu dotyczącym  kobiet często jest mowa  o  mężczyznach jest oczywiste powiązanie  obu płci.  Tak  jak w  życiu  mężczyznom potrzebne są kobiety, tak samo w  życiu kobiet ogromną rolę  odgrywają meżczyźni i nie ma powodu do eliminowania ich  udziału w  kształtowaniu wizerunków imigrantek  polskich.  Nie sposób  także  mówić  o  kobietach  imigrantkach,  dla których takie zjawiska jak izolacja, wykorzenienie, asymilacja są elementami  rzeczywistości,  w której rozgrywa się ich  życie i odbijają  się stosunki  międzyludzkie jeśli  pomija się mężczyzn pojawiających się w  ich  życiu.

Na koniec należy dodać, że opracowanie  niniejsze  jest  próbą uporządkowania (ale nie inwentarzem), p